PRZEPIĘKNIE!!! Sami zobaczcie!
Dzień pierwszy - Monako

Dzień drugi - Antibes, Cannes, Grasse

Lazur Lazurowego cz.2, czyli o tym jak w Antibes dorabiałyśmy na ulicy, w Cannes nie chcieli nas wpuścić na czerwony dywan, a w Grasse zadurzyłyśmy się prawdziwie
- Antibes to urokliwa miejscowość w drodze do Cannes. Dużo tam galerii maści wszelakiej, słynny pomnik le Nomade, całkiem spora przystań i miejsca na pokosztowanie tych wszystkich urokliwości.
No a poza tym są też artyści uliczni, do których grona na chwilę zaliczyłyśmy się same😀
- Cannes przemilczeć trzeba. Na czerwony dywan nie wpuścili nas, inne schody musiałyśmy sobie znaleźć. Aleja gwiazd jakaś taka zadeptana. No i ogólnie szału nie ma. Ale jest KIKO Milano, więc błyszczyk sobie kupić można.
- Grasse, czyli francuska stolica perfum, oprócz tego, że te perfumy oferuje, to jeszcze pokazuje jak się je robi. Zapachy królują wszędzie i odurzają prawdziwie. No i dowiedzieć się można kto to „Nos” i jak nim zostać za bagatela 15 tys. eur miesięcznie.
No i całkiem fajny dzionek nam z tego wyszedł. Ale w głowach już na zawsze pozostanie Le Champs Elysees- w wykonaniu naszym i bardzo francuskiego Francuza😉 (kolejność wymienionych gwiazd przypadkowa)
Dzień trzeci - Menton

Lazur Lazurowego cz.3, czyli już prawie włoskie dolce far niente🏖️
Tak nam się zachciało trochę włoskich klimatów na Riwierze Francuskiej. I trochę zatrzymania, gapienia się przed siebie bez żadnego zamiaru, pluskania w śródziemnej rześkiej wodzie (nie mylić z wodą do morsowania, dzieli je temperaturowo liczba dwucyfrowa).
I właśnie to wszystko złożyło się na cudownie leniwy dzień w Menton, miasteczku jeszcze francuskim, a już jakby włoskim (granice widać z plaży).
No a jeśli o Menton mowa, to o cytrynach pomyśleć trzeba. Cytrynowe tu jest wszystko, począwszy od święta cytryn zimą, skończywszy na fartuszkach, talerzykach, napojach z i bez alkoholu i cieście.
Poza wątkiem cytrynowym Menton jest urokliwe i milusie. Z wąskimi krętymi uliczkami i plażą z widokiem na panoramę miasta- jeśli z wody patrzymy i Alpy Nadmorskie i morze- jeśli lenimy się na plaży.
Wyszedł nam z tego pięknie powolny, cudownie leniwy dzionek, jaki polecamy absolutnie każdemu😀
Dzień czwarty - Cap Ferrat

Lazur Lazurowego cz. 4, czyli bogaczom też nie zawsze słońce świeci🌞
Półwysep Miliarderów- Cap Ferrat to półwysep tak pięknych, stale zmieniających się widoków, spokoju, zieleni, zapachów, że w zasadzie chyba jednak lepiej go pokazywać niż opisywać.
🌞 Obeszłyśmy go całego, robiąc- wpływające na naszą figurę z pewnością rewelacyjnie- dobre 20 km. Taka wędrówka rozpoczyna się w Beaulieu-sur- mer, a kończy w maleńkim, klimatycznym Villefranche-sur-mer. Po drodze mijamy urokliwe małe plażyczki, duże kamienie zachęcające do posiedzenia sobie i pogapienia się, dróżki bez zabezpieczeń z możliwością skoków do samego morza (byłyby to zawsze skok jednorazowy bez powrotu w górę😉).
🌞 To wszystko odbywa się na wysokości wzroku. Podnieśmy go trochę ponad naszą głowę. Jednych szlag trafi, inni z zaciekawieniem spojrzą na przepiękne wille/ pałace/ zamki. Oczywiście całe się nie odsłonią, ale to, co widzimy i tak wzbudza w nas myśli, że to chyba niesprawiedliwe trochę, że aż takie bogactwo istnieje… Żeby tak tylko na odczuciach naszych nie pozostać, a bardziej o faktach mówić, widziałyśmy oferty sprzedaży jednego z domów za bagatela 48 mln euro.
🌞 Dobre było to, że słoneczko tego dnia skryło się za chmury, pomagając nam w wędrówce. I dobre to, że jak nam nie świeciło, to im tam na górze też nie za bardzo haha. Jednak jest sprawiedliwość na tym świecie🌍
Piękne, cudowne miejsce na wędrówkę powolną i taką, że ach!!!! To był piękny dzionek🌺🌺🌺
Dzień piąty - Nicea

Lazur Lazurowego cz.5, czyli: o co tak właściwie w tym wszystkim chodzi❓
Właściwie to miało być o Nicei, która jest urokliwym miastem. Bo na swoją Promenadę Anglików- siedmiokilometrowy chodnik wzdłuż plaży, którym na upartego doszedłby człek na piechotkę do lotniska✈️, bo tam właśnie dla jednych ona (ta promenada) się kończy, dla innych zaczyna.
Ma piękne budynki🛖 i słynny filmowo Hotel🏩Negresco. Ma plaże🏖️ kamieniste, ale i tak wygodne. Ma placyki i kolorowe uliczki. Ma też wzgórze zamkowe z widokiem na całość, bez zamku od dawna, ale za to z wodospadem.
I najważniejsze: ma pogodę 🌞🌞🌞ta Nicea. Przez większą część roku ją ma!
A tak naprawdę w każdym prawie miejscu na świecie znajdziemy coś, co może nas zająć na dłuższą chwilę.
Ale to wszystko, o czym pisałam nie byłoby aż tak piękne, gdyby nie towarzystwo Kobiet, które na sześć dni zostawiły za sobą rolę bycia matką, żoną, ewentualnie konkubiną, pracownicą, kochanką, opiekunką, sprzątaczką, zmywaczką, praczką, nauczycielką, logistyczką… Kilka innych funkcji mogłabym jeszcze wymienić.
Na chwilę stały się Kobietami bez obowiązków i zmartwień. Mogły zadbać tylko i wyłącznie o siebie. I cieszyć się swoim towarzystwem. Do tego słońce, widoki, jedzonko. No i zmysły wszystkie sobie nieźle poszalały.
No więc o co właściwie w tym wszystkim chodzi❓No o takich ludzi dookoła, których się po prostu lubi albo cholernie lubi i z którymi chce się wyjść z ról przypisanych na co dzień. W których towarzystwie chce się oddychać głębiej, myśleć mniej i śmiać się do łez. Ładować baterie na kolejne jesienne tygodnie. I takie Kobiety spotkałam na swojej drodze❗️
Dzięki Dziewczyny❤️

















