Smaki, zapachy, widoki po prostu Sycylia!
Dzień I- Taormina, Castelmola

Dzień II- Wąwóz Alcantara, Isola Bella

🌞 To dopiero nasz drugi dzień na wyspie, a my już kilkakrotnie usłyszałyśmy pytanie, czy jesteśmy „grupą zorganizowaną”. No jesteśmy przecież! Oj, jak bardzo!
Nasze iście włoskie „Dolce far niente” przybiera różne formy: to zastygamy i się po prostu gapimy, to szukamy miejsca na kawę, śmiech i te proste gapienie się. Ogólnie spowalniamy od życia, biegu i wszelkich innych codzienności. I bardzo zorganizowane w tym jesteśmy.
Co polecamy z dzisiaj?
🌞 Wąwóz Alcantara! Po pierwsze położony na terenie rezerwatu geologiczno- botanicznego z uprawami drzew cytrusowych i zakątkami, z których możemy podziwiać piękno Alcantary. W sam raz na godziny spacer.
Po drugie to napiszmy sobie szczerze- przyjeżdżamy tam właśnie dla tej rzeki i skał, które ukształtowały się przepięknie dzięki lawie, która do tejże bardzo zimnej rzeki spływała i szybko się chłodziła. Współcześnie stanowi wspaniałą chłodziarkę dla ciepłego Aperola😉
Co ważne w podróży do tego cudownego miejsca transportem publicznym? Działają tu wszystkie reguły włoskie- tzn. w dużej mierze brak jakichkolwiek reguł: autobusy nieoznaczone, spóźnione, na rozpisce informacja, że godzina odjazdu, którą mamy na biletach, obowiązuje tylko w niedziele i święta, a my mamy piątek, kierowcy pomykają na zakrętach tak, że aż z wrażenia krzyknąć się chce.
A potem jakoś dziwnie człowiek się przyzwyczaja do tego szaleństwa… I po prostu pięknie luzuje. W końcu, jak autobus nie przyjedzie, to stopa złapiemy!
🌞 A Isola Bella? To taka wysepka z bajki. Aby na nią dotrzeć trzeba przejść wąskim przesmykiem. I lepiej zdjąć buty przy tym przechodzeniu, bo się człowiek podtopi. Ewentualnie znaleźć kogoś, kto podtrzyma i nie puści. Widok z i na wyspę jak z obrazka. Miejsce zdecydowanie do kręcenia teledysków, choćby i jakościowo bardzo takich sobie (dowód w załączeniu)😉
No to był zdecydowanie piękny dzień❤️
Dzień III- Taormina

🌞 Taormina- nasza miejscówka na trzy dni. Jest urokliwa z różnych powodów. Wymieńmy te z dzisiejszego dnia może po prostu. Bo każdy dzień przynosił nowy inny zachwyt.
🌞 Na najpierwszym miejscu można postawić zdecydowanie Teatr Grecki. Nawet Ci, co to Greków nie lubią, te ruiny raczej polubią. Za ich położenie. Morze Jońskie. Etna. Tam to dopiero da się „gapić”. Koniecznie przed siebie….
A że słońce w takich miejscach mocno działa na różne części ciała, to i u nas zadziałało pobudzając głowę i różne członki nasze- choreograficznie. Jeszcze trochę i naprawdę będziemy dobre haha. Zatańczyć w teatrze greckim na Sycylii- przeżycie na całe życie😀
🌞 Drugie miejsce- bardziej dla ciała, ale dusza też się załapie: Bam Bar i kultowa granita z bitą śmietaną i brioszką na życzenie. Nie ma lepszego miejsca na zjedzenie tych pyszności. Trzeba tylko ciut odestać swoje. Za to kelnerzy znają menu po polsku. I uwodzą tą znajomością bardzo haha.
🌞 I trzecie miejsce z tych bardzo urokliwych: park miejski. Niezliczona ilość roślin, wszystko kwitnie i pachnie. No wow! Gdyby wszystkie parki takie były….
🌞 Taormińska bajka właśnie dobiegła końca. Czas wyruszyć dalej….
Dzień IV- Dolina Świątyń, Schody Tureckie, Katania- ale tylko nocą😉

🌞 Tak sobie przy niedzieli do nieco większych świątyń niż zazwyczaj podjechałyśmy, z rodowitym Włochem Alfredo- dodamy! Akurat ta opcja była najprostsza i najbardzej klimatyczna, aby dotrzeć do największego obiektu archeologicznego na świecie Valle dei Templi. 🌞 No trochę czasu już upłynęło, odkąd je wybudowali, chwaląc w ten sposób starożytnych bogów. A mimo to, uruchamiając wyobraźnię, mogłyśmy się poczuć trochę jak boginie na włościach tych najpotężniejszych😉
🌞 Wiecie, że kolory mogą być bezczelne? Że bezczelnie piękne? No to mogą i mamy dowody: bezczelna biel Schodów Tureckich i bezczelny błękit wody. Połączenie idealne. Piękne i niespotykane to miejsce, w którym natura dała swego czasu najeźdźcom możliwość wchodzić wygodnie z morza na ląd. I grabić. Czasy inne, to i „grabieżenie” inne. Kradniemy ten widok na zawsze!
🌞 No i wreszcie Katania. Do przeżycia wieczorem, kiedy wszystko ciemne, a światełka mają moc. Za dnia tak pięknie to już nie jest, ale o tym kiedy indziej. Na razie używamy wieczorową porą.
Dzień V- Syrakuzy

🌞 Ten wyjątkowy dla nas dzień- Dzień Matki spędziłyśmy w towarzystwie Mitoraja, Mikołaja zresztą, Archimedesa, Dionizosa i innych takich WIELKICH z różnych powodów.
To może najpierw porządkując: mówimy o Syrakuzach. A Syrakuzy to:
🌸Park Archeologiczny. A w parku całkiem stare teatry grecki i rzymski, Rajskie Kamieniołomy (to im nazwę nadali!), formacje skalne, a w tym między innymi Ucho Dionizosa- z rewelacyjną akustyką, więc mógł gościu podsłuchiwać (Dionizos, bo to o nim piszemy, jako nienajłatwiejszy i niekoniecznie delikatny władca), co jego poddani o nim mówili.
A Mitoraj? To w zasadzie jego park. Jego rzeźby są rozsiane po całym starożytnym obszarze. I uwierzcie, dobrze się oglądają i z przodu i z tyłu 😉.
🌸Pomnik Archimedesa na wejściu do najstarszej części Syrakuz- wyspy Ortigia. No jak nie patrzeć mistrzu właśnie tam latał golusieńki krzycząc: „Eureka”!
🌸Wyspa Ortigia, to tam zaczęła się historia Sycylii. A współcześnie? Bardziej włosko się nie da. Ładne, wąskie uliczki, przepyszne jedzenie i nagromadzenie pięknych miejsc i budynków. Jest na co patrzeć i jest co smakować.
🌞 No a wieczór domykamy Katanią, bo w ciemnościach i miejscami niczego sobie miasto to jest.
To był piękny dzień. Jeden z tych, w którym my Mamy zrobiłyśmy coś ważnego i bardzo potrzebnego: byłyśmy dobre dla siebie. Bo żeby być najlepszą dla tych naszych najważniejszych, najukochańszych, trzeba najpierw być dobrą dla siebie samej.
Z takimi życzeniami i takim apelem do wszystkich Mam, Matek, Matulek, Mamusiek: nie zapominajmy o sobie. Żeby dawać, trzeba mieć❤️
Dzień VI - Katania

Katania to jest stan umysłu. W dodatku zmiennego. Chyba potrzeba w tym miejscu choć ciut wyjaśnień.
A to było tak:
🌞 Pierwszego dnia, wieczorem po przyjeździe, byłyśmy porażone brzydotą tego miejsca. Budynki brudne, zaniedbane, obdrapane. W uliczkach stosy śmieci. W dodatku na pasach każdy kierowca samochodu był naszym potencjalnym zabójcą. Bo światła, jakieś zasady i pasy jakby bardzo niedostrzegalne w tej Katanii.
🌞 Drugiego dnia zauważyłyśmy, że wieczorem jest nawet znośnie przy wszechobecnych sznurach światełek. Przy muzyce na żywo. Przy takiej ilości ludzi rozmawiających, po których widać, że całkiem dobrze im ze sobą. Nie- no wieczorem Katania jest jednak zdecydowanie do przeżycia.
🌞 Trzeciego dnia stwierdziłyśmy, że śmieci nieco zniknęły z ulicy, budynku szare i czarne- w końcu budowane z materiału wulkanicznego, że aż tak zaniedbane, to wybaczyć im nie można. Ale za to balkony mają na przykład ładne, albo okna. I placyki też niczego sobie. I jedzenie dobre.
No i pół dnia przed odjazdem nawet nam wyszło, że kierowcy jednak na nas nie polują, tylko to my musimy nauczyć się przechodzić pomiędzy pędzącymi autami. Że do koloru budynków można się przyzwyczaić. I że ogólnie zachwytu może i nie ma, ale tragedii ogromnej też nie.
I że targ rybny, to jedno z ciekawszych miejsc, święta Agata, którą wymęczyli, a nawet piersi jej wyrywali (na jej cześć symboliczne piersi nadal można zjeść na deser), tak jak Katańczyków obroni, tak i na nas spojrzy łaskawie. Jak nie ona, to wszechobecny słoń z podniesioną trąbą też nie pozwoli nikogo skrzywdzić.
🌞 Nasza wyprawa właśnie dobiegła końca. Kolejna cudowna, w kobiecym gronie. Sześć dni tylko ze sobą i tylko dla siebie. Ekoegoizm? Promujemy bardzo! To są chwile, emocje i niezapomniane przeżycia, które naprawdę w naszej pamięci się mnożą, jeśli w ten sposób je dzielimy.
Wspólne podróżowanie w takim gronie to euforyczny stan umysłu, ciała i ducha. I serducha też! I o takie euforie w życiu bardzo nam chodzi.
🌞 Pozdrawiamy serdecznie wszystkich, którzy śledzili nasze podróżowanie. Dziękujmy tym, którzy się nim zainspirowali. A zazdrośnikom mówimy: weźcie się za ten świat! On otworem dla nas wszystkich stoi!
Ściskamy ❤️ zapraszamy i czekamy na Was 🙂



















